Gdyby tylko było to działanie zamierzone, można byłoby mówić o sporym poczuciu humoru. Eklektyczny layout strony głównej Obozu Narodowo-Radyklanego nie jest jednak dziełem wielogodzinnej refleksji, a slogan „Jesteśmy ruchem społecznym skupiającym młodych Polaków, którym bliskie są takie wartości jak Bóg, Honor, Ojczyzna, Rodzina, Tradycja i Przyjaźń” przewija się gdzieś pomiędzy fotografiami upamiętniającymi symboliczne wieszanie Europarlamentarzystów Platformy Obywatelskiej, a informacją o zakończeniu konkursu plastycznego o niedźwiedziu Wojtku. Żarty się skończyły, w służbie Ojczyźnie w ruch poszły kredki… i tylko pozostaje pytanie, o co w zasadzie chodzi z ONR i dlaczego stał się aż tak atrakcyjny dla młodych ludzi.

 

 

Gdy Breżniew wypowiedział w kierunku komsomolców słowa „Młodzież – budowniczym socjalizmu”, doskonale zdawał sobie sprawę z wagi aktywizacji młodzieży. Oportunizm musiał kiedyś przegrać z rosnącą, choć nienagłaśnianą, niechęcią wobec reżimu, a brak naturalnych nośników partyjnej propagandy prowadził do wypalenia idei komunistycznych. Komsomoł to było idealne rozwiązanie – wychowywał w duchu przekonań KPZR, a dodatkowo ułatwiał kontrolę nad młodymi gniewnymi. Za podstawę działania organizacji młodzieży w Związku Radzieckim należy uznawać idee, do których bezpośredniego szerzenia zlecano odpowiednie zadania. Praca w czynie społecznym w sobotę? Industrializacja? Cel owych wyzwań nie był aż tak istotny; esencja kryła się na zupełnie innej płaszczyźnie. Wypełnienie czasu wolnego w połączeniu z wpływem podświadomie kumulującej się propagandy to prosta droga do skutecznej tresury.

 

Nacjonalizm w XXI wieku

Przykłady podobnych działań obserwować można aktualnie również w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej, jednak sporym nadużyciem będzie sprowadzanie aktywizacji młodzieży jedynie do działań aparatu komunizmu. Przykład z drugiej strony bieguna aż sam ciśnie się na usta – jest nim rzecz jasna młodzieżówka Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników. Hitlerjugend od czasu swojego powstania w 1922 r. zajmowała się przede wszystkim promocją kultu silnej i zdrowej germańskiej rasy. Na młodych mężczyzn czekała m.in. pozbawiona jakichkolwiek reguł gra w zdobywanie flagi sprowadzająca się do nauki odporności na ból (nie jest tajemnicą, że rywale – ku uciesze dowódców Hitlerjugend – nie stosowali wobec siebie reguł fair play), zaś dziewczęta odbywały przyspieszony kurs wzorowego macierzyństwa.

 

Słusznym jest oczywiście protest wobec zrównywania polskiej organizacji z radziecką i nazistowską – zarówno Komsomoł, jak i Hitlerjugend nie były organizacjami skupiającymi w pełni dobrowolnych członków

 

Słusznym jest oczywiście protest wobec zrównywania polskiej organizacji z radziecką i nazistowską – zarówno Komsomoł, jak i Hitlerjugend nie były organizacjami skupiającymi w pełni dobrowolnych członków. Dobrze jednak pamiętać o tym, że organizacje te zasadzały się na najbardziej pierwotnych instynktach – wpajanie poczucia elitarności i frazesy o kształtowaniu przyszłej tkanki społeczeństwa rozbudzały wyobraźnię, stąd też trudno oczekiwać, aby uczestnictwo w ich ramach wzbudzało jakikolwiek szerszy sprzeciw.

 

Tym, co łączy Komsomoł, Hitlerjugend i ONR, jest ich optymalne dopasowanie się do potrzeb młodych (a zasadniczo, skuteczne wmówienie im, że cele organizacji są również celami młodzieży). O millenialsach mówi się wiele: że bez ambicji, że nie uznają autorytetów, że nie radzą sobie w życiu. Dlaczego jednak wciąż jedynie Obóz Narodowo-Radykalny skutecznie wypełnia niszę, jaka powstaje wobec braku mistrzów? Co może wydawać się okrutne, (a poniekąd zrozumiałe z perspektywy adeptów), młodzi na początku swej drogi nie potrzebują naprowadzenia ani uświadomienia o błędności przekonań – jedynie silne wsparcie i utwierdzenie w racjach buduje autorytet organizacji. Wobec braku jakichkolwiek narzędzi do skupienia młodzieży wobec idei w centrum (konia z rzędem temu, kto pokaże zajadliwego młodzieńca-fanatyka Nowoczesnej), a także, skądinąd słusznej, postawy lewicy zakładającej zupełnie nieatrakcyjną dla młodzieży dyskusję, jedynie ONR jest w stanie dać to, o co młodym chodzi. Utwierdza w przekonaniu, że obcość to wrogość. Tworzy atrakcyjną ofertę poprzez dominację w Internecie, mitologizuje swoich działaczy (czyżby nawiązanie do Pawlika Morozowa?), a także po prostu może imponować ścisłymi regułami obowiązującymi podczas demonstracji.

 

 

Co ważne, ONR w tym wszystkim nie narzuca jakichkolwiek reguł gry. Można oczywiście powoływać się na statut, jednak nie oszukujmy się: ta organizacja to zaledwie zbiorczy wór mieszczący w sobie mniej i bardziej radykalnych działaczy. A tym, że ONR nie ma jakiegokolwiek umocowania ideologicznego niech świadczy fakt, że w całym swoim antysemityzmie, wywodzącym się ponoć z przesłanek religijnych, raczej skupia się na antysemityzmie społecznym i kulturowym – wszystko to oczywiście pod egidą chrześcijańskiego systemu wartości.

 

Czy młodzież potrzebuje antysemityzmu? Pytanie nie jest podchwytliwe – oczywiście, że nie. Jednak jest jeszcze jeden aspekt, który może przekonywać do wstąpienia w szeregi faszystowskich ugrupowań – narracja jednoznacznej negacji. Łatwo jest budować swoją tożsamość w oparciu o niechęć do innych. Im ich więcej, tym lepiej, wszak nie trzeba ich wtedy dokładnie definiować, a przy okazji jeszcze lepiej można zasłonić brak własnej wartej szerzenia ideologii. Jasne określanie wroga to zresztą częsty motyw, kto ma Internet, ten sam o tym wie. Nie wiedzieć czemu, ludzka psychika znacznie lepiej przyswaja komunikaty oparte o nienawiść wobec innych, aniżeli te pozytywne. Czy powstało antagonistyczne określenie hejtu? Byłoby prościej, gdyby desygnat najpierw pojawił się w zbiorze liczb rzeczywistych. Opozycją do hejtu jest co najwyżej obojętność – na tej jednak nie sposób zbudować tożsamości, dlatego też trzeba wrócić do punktu wyjścia: jedynie niechęć oddziałuje na masy.

 

Łatwo jest budować swoją tożsamość w oparciu o niechęć do innych. Im ich więcej, tym lepiej, wszak nie trzeba ich wtedy dokładnie definiować, a przy okazji jeszcze lepiej można zasłonić brak własnej wartej szerzenia ideologii.

 

Wobec tych wszystkich przesłanek idea przystąpienia do ONR może wydawać się słuszna – atrakcyjnie zaprezentowana organizacja, która nie wyklucza odpowiednio uformowanych myślowo jednostek, a także promuje określone postawy to, wydawać by się mogło, recepta na sukces. Ta jest jednak znacznie prostsza: nie byłoby siły organizacji, gdyby nie monopol na młodych. Wobec wciąż popularnego stereotypu zakładającego zafascynowanie chłopców wojną, każda forma zbliżenia do militariów jest mocno atrakcyjna – stąd chociażby garnięcie się do Hitlerjugend traktującego wojnę jak grę, a słabszego jak zabawkę. ONR może szczycić się tym, że zagospodarował braki autorytetów wśród wielu młodych i zapewnił liczne zajęcia na wolne chwile. Pytanie tylko co się stanie z członkami ONR, gdy dostrzegą, że ich najbardziej prymitywne skłonności do bycia w grupie zostały wykorzystane do szerzenia skrajnej propagandy. Każde dziecko przecież wyrasta z kredek i żołnierzyków.

 

Jan Brozek

 

Zdjęcie nr 1: https://www.google.pl/search?as_st=y&tbm=isch&hl=pl&as_q=ONR+polska&as_epq=&as_oq=&as_eq=&cr=&as_sitesearch=&safe=images&tbs=sur:fmc#imgrc=Uyd-N9X9jzl21M:

 

Zdjęcie nr 2: https://www.flickr.com/photos/drabikpany/10910489275