Ostatnie miesiące były pełne wpisów #metoo, które nieco przysłoniły nam inne bardzo ważne, hashtagowe akcje. Moją uwagę przykuło #WomanFlyer. Pod koniec lipca hinduskie linie lotnicze Vistara wprowadziły nowy program dla kobiet umożliwiający im wybranie dowolnego miejsca w samolocie. Akcja ma przeciwdziałać molestowaniu podróżujących kobiet i zapewniać im komfort oraz bezpieczeństwo podczas lotu. Kobiety korzystające z programu mają pewność, że nie dostaną miejsca środkowego, za to takie przy oknie lub przejściu, które dowolnie wskażą.

 

 

Vistara oferuje swoje usługi jak na razie na lotach krajowych, ale planowany jest rozwój na podróże międzynarodowe. Oprócz wyboru preferowanych miejsc w trakcie lotu, linie lotnicze oferują także opiekę przed i po wylądowaniu. Udzielą pomocy w transporcie bagaży, zamawianiu taksówki czy nawet w swobodnym przemieszczaniu się na lotnisku. Celem linii lotniczych jest komfort ich pasażerek i brak strachu przed kolejną podróżą. I argument jest słuszny.

Ale czy fala tego typu akcji, programów i inicjatyw nie doprowadzi do oddzielnych sekcji w samolocie czy odrębnych lotów ze względu na płeć? Czy naprawdę do tego dążymy? Brzmi to nieco absurdalnie, ale rzeczywistość właśnie tak zaczyna wyglądać. Air India w swoich samolotach już wprowadziła specjalne sektory dla kobiet, Indie uruchomiły dla nich osobne pociągi, a po ulicach Delhi jeżdżą „damskie taksówki”.

 

Zamiast równouprawnień, coraz bardziej dzielimy ten świat ze względu na płeć. Dlaczego musimy to robić i czy w ogóle musimy?

 

Dokąd zmierza ten świat i my razem z nim? Zamiast równouprawnień, coraz bardziej dzielimy ten świat ze względu na płeć. Dlaczego musimy to robić i czy w ogóle musimy? Czy naprawdę zamiast rzeczywistych i porządnych kar, trzeba tworzyć takie podziały?

 

Indie i równouprawnienie

Sprawa molestowania i gwałtów to w Indiach bardzo ciężki temat. Każdej godziny gwałcone są trzy hinduskie kobiety, a codziennych molestowań trudno zliczyć. To ona, z wieczną traumą, zawstydzana przez najbliższych, okaleczona psychicznie i fizycznie jest obarczona winą. On całkowicie bezkarny idzie i krzywdzi dalej. Tak po prostu, życie toczy się jak wcześniej.

 

Ostatnio pewien hinduski polityk, lider jednej z przywódczych partii, zaoferował pół miliona dolarów osobie, która zetnie głowę aktorce grającej główną rolę w filmie, który – jak twierdzi – obraża uczucia Konserwatywnych Hinduistów…

 

Czy Indie, wschodzące na naszych oczach mocarstwo, to jeszcze kraj dla kobiet? Skoro autorzy publicznych wystąpień jak to, nie ponoszą żadnych konsekwencji, jak mamy oczekiwać że zostaną ukarani gwałciciele i zwyrodnialcy, których działania są zazwyczaj niejawne?

 

A państwo zamiast naprawiać rynnę, stawia pod nią wiaderko. I to dość marne.

 

Nie krytykuję programu, ale zachęcam do przemyśleń. Jeśli taka kampania powstaje, a kobiety z chęcią z niej korzystają, to rzeczywiście jest taka potrzeba. A dlaczego? Bo mężczyźni czują się bezkarni wobec tego, co robią. Woman Flyer to taki ukłon w ich stronę – róbcie co chcecie, a my będziemy izolować od was potencjalne ofiary. Kobiety się was boją, to stworzymy dla nich specjalne sektory, miejsca i środki pojazdu.

 

Stawiamy tym samym kobiety w roli zastraszonych, głęboko przeświadczonych o tym, że mężczyźni to dla nich zagrożenie, a jedyne co one mogą w tej sytuacji zrobić to zwyczajnie ich unikać. Na dzień dzisiejszy są to oddzielne miejsca w samolocie, ale idąc tym tropem, nie uwikłamy się w zapętlający schemat niewłaściwych rozwiązań? Czy izolując się od „źródła problemu” zbliżamy się do tego, by go wyeliminować? Niestety, ale szerzący się przed nami obraz rozwiązań dość mocno kłóci się z równouprawnieniem, o które tak dzielnie staramy się walczyć…

 

Kinga Zakrocka

 

Zdjęcia nr 1: https://www.google.pl/search as_st=y&tbm=isch&hl=pl&as_q=vistara&as_epq=&as_oq=&as_eq=&cr=&as_sitesearch=&safe=images&tbs=sur:fmc#imgrc=WP1GnNYEMSj4TM: