„Kiedyś było lepiej” – te słowa chyba każdy z nas usłyszał w swoim życiu chociaż raz. Słyszymy je ponieważ w ludzkiej psychice istnieje naturalna dyspozycja do zapamiętywania zdarzeń pozytywnych przy jednoczesnym wypieraniu negatywnych, zwana selektywnością pamięci. I tak jak w psychologii występuje zjawisko pamięci selektywnej, w rzeczywistości społecznej odnajdziemy tendencję do idealizacji przeszłości, zarówno tej bliższej, jak i zupełnie odległej. A który okres bardziej nadaje się do gloryfikacji niż epoka Polski „od morza do morza”, która przeszła do historii pod mianem Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

 

 

Utopia czasu

Najpierw jednak zajmijmy się samym zjawiskiem idealizacji. Profesor Jerzy Szacki w swoich studiach nad materią utopii wyróżnił jej odmienna formę, którą nazwał utopią czasu. W przeciwieństwie do innych jej rodzajów, nie występowała w niej żadna mityczna, a przy tym równie tajemnicza co odległa kraina, jako mlekiem i miodem płynąca, będąca ucieleśnieniem wszelkich marzeń. Miejsce pozostawało to samo, zaś idealizacja dokonywała się na innej płaszczyźnie – czasu. Przykładem bardzo dobrze unaoczniającym to zjawisko wydaje się być judeochrześcijańska koncepcja raju, czyli miejsca pierwotnej doskonałości, utraconego już na zawsze w wyniku grzechu pierworodnego, a mimo to będącego przedmiotem westchnień kolejnych pokoleń wychowanych w tym kręgu religijnym. Motyw raju zakorzenił się tak głęboko w kulturze, że możemy natknąć się na niego, nie tylko w dziełach o charakterze sakralnym, ale także chociażby w literaturze pięknej. Występuje tu, na zasadzie kontrastu, proste przeciwstawienie idealnego „niegdyś” z szarą rzeczywistością, a im gorzej wiedzie się teraz, tym lepiej postrzegane jest to, co było. Podobne zjawisko występuje w sferze percepcji historii. Rolę utopijnego konstruktu pełni tu struktura, czas historyczny, który możemy nazwać „złotym wiekiem”. Właśnie do epoki konkwistadorów, czyli złotego wieku kolonializmu Korony Hiszpańskiej, odwoływał się generał Franko, a Anglicy ogromnym sentymentem darzą okres panowania królowej Wiktorii. Konstrukt ten jest równie fetyszyzowany, co wyidealizowany, a w tej idealizacji pełen niedopowiedzeń i przeinaczeń.

 

Sarmatyzm… czyli?

Bardzo ciężko o jednoznaczną definicję sarmatyzmu, ponieważ nie był on jedynie zjawiskiem kulturowym, ale także szlachecka ideologią, a nawet stylem życia. Jako konstrukt swoisty dla Rzeczypospolitej Obojga Narodów jest jednoznacznie utożsamiany z tamtym okresem historycznym. Karygodnym błędem jest natomiast, przybierająca ostatnio na sile, tendencja do wywodzenia polskiej państwowości od starożytnych sarmatów. Jak pisze profesor Urszula Augustyniak w „Historii Polski 1572 – 1795”: Wywody genealogiczne […] budowały tożsamość, opierając się na sztucznej konstrukcji historycznej, stworzonej przez rodzimych intelektualistów i wspieraną przez duchowieństwo głoszące postulat jedności religii […] odnosiły się przede wszystkim do elit, poza narodem pozostawiając chłopstwo – bez względu na jego etniczne pochodzenie. Jak możemy przeczytać, sarmatyzm był jedynie zjawiskiem dotyczącym elit politycznych. Pewnym nadużyciem byłoby traktowanie go jako cechy narodowej, przede wszystkim, dlatego że dopiero XIX wiek przyniósł powstanie narodów w nowoczesnym tego słowa znaczeniu, zaś wcześniej powszechne były, szczególnie wśród niższych warstw społecznych, stanowiących około 90% populacji Rzeczypospolitej, silne regionalizmy, czyli mówiąc prościej samoidentyfikacja nie z abstrakcyjnym dla prostego chłopa państwem,

 

Rzeczpospolita powstała w wyniku unii dwóch państw, równoprawnych członków, zaś litewskie elity na mocy porozumienia, zyskała tożsamy status z polskimi odpowiednikami.

 

tylko bardzo małym obszarem terytorialnym obejmującym sąsiednie wioski i otaczające je pola. Jeśli jednak, za pomocą generalizacji, nazwiemy szlachtę (10% społeczeństwa o bardzo zróżnicowanym poziomie autoidentyfikacji) narodem, to pominiemy kolejna zasadniczą kwestię – już nazwa szlacheckiego tworu politycznego zwraca nam uwagę na jego charakterystyczną właściwość – Rzeczpospolita Obojga Narodów. Szlachta, nie wspominając już o wielokulturowej pozostałej części społeczeństwa, nie składała się jedynie z etnicznych Polaków. Rzeczpospolita powstała w wyniku unii dwóch państw, równoprawnych członków, zaś litewskie elity na mocy porozumienia, zyskała tożsamy status z polskimi odpowiednikami. Pomimo systematycznego ujednolicania się szlachty, wciąż zachowywały pewną odrębność m.in. na płaszczyźnie religii, dokładając przy tym do sarmatyzmu elementy własnej kultury. Ignorancją jest zatem identyfikowanie Rzeczypospolitej jedynie z Polską, ponieważ stanowiła ona wypadkową zderzenia dwóch ”narodów”. Co więcej, sarmatyzm nie był zjawiskiem immanentnym, tylko, jak każda kultura, pełnymi garściami czerpał z innych kręgów cywilizacyjnych, w tym z muzułmańskiego orientu.

 

 

Przedmurze Chrześcijaństwa

Renesans sarmatyzmu wśród zwolenników prawicy stał się modny w wyniku kryzysu migracyjnego. Jest on jednak ograniczony głównie do aspektu walki z islamem oraz gloryfikacją Polaków jako odwiecznych zbawców Europy. W tej narracji na głównego bohatera narodowego urasta Sobieski, zaś husaria staje w jednym szeregu z innym fenomenem prawicowej polityki historycznej – żołnierzami wyklętymi. Tymczasem wydaje się to być współczesną wariacją XVII wiecznego mitu, który przeszedł do historii pod nazwą Antemurale Christianitatis – Przedmurze Chrześcijaństwa. I jak każdy mit, bazuje na wyolbrzymieniu. Jeśli spojrzymy na mapę XVII wiecznej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, zauważymy że graniczyła ona tylko z jednym państwem nie-chrześcijańskim, czyli Imperium Osmańskim (wliczając państwa podległe). Prawdą jest natomiast, że jedynym katolickim sąsiadem była Monarchia Habsburgów, resztę stanowiły: luterańskie Elektorat Brandenburgii i Królestwo Szwecji oraz prawosławne Carstwo Moskiewskie. Spośród ww. państw, w XVII w. Rzeczpospolita nie toczyła wojen jedynie z Austrią, co mogło wywołać niechęć do wszelkich niekatolików i znacząco przyczynić się do okrzepnięcia tego mitu. W takim wypadku bardziej zasadne wydaje się przyjęcie terminu Przedmurze Katolicyzmu, a „wrogami wiary” stają się wszelcy protestanci i prawosławni, czyli m.in. znacząca część polskiej szlachty i niemal całe mieszczaństwo. Jeśli zaś chodzi o konflikty z Imperium Osmańskim, Rzeczpospolita nie była jedynym państwem je prowadzącym. Równie duży, jeśli nie większy, wysiłek wojenny ponosiły Dominia Habsburskie w ramach rywalizacji o dominację na morzu Śródziemnym oraz na Węgrzech, a także m.in. Moskwa i Wenecja. Walki, łącznie z bitwą pod Wiedniem z 1683 roku, miały charakter przede wszystkim polityczny, jako element typowo mocarstwowej polityki ekspansji, zaś zamieszkujący Imperium Osmańskie chrześcijanie cieszyli się wolnością religijną. Podobnie zresztą do tatarów polskich, czyli muzułmańskich imigrantów, którzy osiedlili się w Rzeczypospolitej i cieszyli szeregiem przywilejów królewskich.

 

Jak to było z tą polską demokracją?

Kolejną częścią składową zjawiska utopii sarmatyzmu jest idealizowanie ówcześnie panującego ustroju politycznego, Demokracji Szlacheckiej, która przez swoją nazwę często jest mylnie rozumiana. Przykładu błędnego zrozumienia istoty tego systemu, a także realiów, w których był zakorzeniony, dostarczył nam Antoni Macierewicz, wygłaszając krytykę listu otwartego amerykańskich senatorów wyrażających zaniepokojenie działaniami PiS-u: Ludzie, którzy budowali swoje państwo dopiero w XVIII wieku, będą mówili nam, co to jest demokracja. Narodowi, który miał struktury przedstawicielskie i demokratyczne już w XIII-XIV wieku i był źródłem demokracji dla całej Europy. Faktycznie, Królestwo Polskie posiadało w XIII – XIV wieku struktury przedstawicielskie. Warto jednak zauważyć, że było to zjawisko typowe dla wielu państw ówczesnej Europy, które przechodziły ewolucje systemową z monarchii patrymonialnej do późnośredniowiecznej monarchii stanowej. Charakterystyczne dla tego ustroju były właśnie ciała przedstawicielskie, reprezentujące zamieszkujące w państwach stany: angielski Parlament, hiszpańskie Kortezy, czy też francuskie Stany Generalne. Polskę natomiast, wraz z Anglią, trzeba uznać za chlubny wyjątek. Podczas gdy państwa europejskie stopniowo likwidowały stanowe przywileje obierając kurs ku absolutyzmowi, w Rzeczypospolitej organy przedstawicielskie zyskiwały kolejne prerogatywy. Znaczącym nadużyciem byłoby jednak nazywanie tego ustroju demokratycznym we współczesnym tego słowa rozumieniu. Szukając korzeni liberalnej demokracji, należy zwrócić swój wzrok ku Anglii, której system polityczny, przechodząc przez wielowiekową ewolucję, wykrystalizował jej podstawy. Zaś w Stanach

 

Czynnymi aktorami systemu politycznego była tylko szlachta, chłopi oraz mieszczanie zostali zmarginalizowani, co przy niemal zerowej ruchliwości społecznej skłania ku uznaniu tego systemu za oligarchię, rządy jednej, wąskiej grupy społecznej, co zarówno z demokracją, jak i klasycznym republikanizmem, nie ma nic wspólnego.

 

Zjednoczonych, czyli brytyjskiej kolonii, filary demokracji zostały wzniesione przez pozostające w anglosaskim kręgu kultury politycznej elity, pochodzące właśnie z Anglii. Natomiast wracając do demokracji szlacheckiej, miała ona dwa znaczące mankamenty. Po pierwsze, była ona per se wykluczająca. Czynnymi aktorami systemu politycznego była tylko szlachta, chłopi oraz mieszczanie zostali zmarginalizowani, co przy niemal zerowej ruchliwości społecznej skłania ku uznaniu tego systemu za oligarchię, rządy jednej, wąskiej grupy społecznej, co zarówno z demokracją, jak i klasycznym republikanizmem, nie ma nic wspólnego. Po drugie, przy analizie ustroju politycznego należy zwrócić uwagę, nie tylko na jego funkcjonowanie de iure, ale także de facto, czyli praktykę ustrojową. A ta rysuje przed nami obraz stopniowego upadku: monopolizacji polityki przez rody magnackie, klientelizmu, a także prywaty, anarchii oraz paraliżu władzy. I nawet jeśli odrzucimy twierdzenia Krakowskiej szkoły historycznej, zakładające, że Rzeczpospolita Obojga Narodów upadła przez czynniki wewnętrzne i za główne przyczyny przyjmiemy ekspansję państw ościennych, to z całą pewnością, za brak zdolności utrzymania istnienia polskiej państwowości możemy winić elity, nie potrafiące skutecznie rządzić państwem i wdrożyć reform niezbędnych dla jego dalszej egzystencji, których próba przeprowadzenia, Konstytucja 3 Maja, została przez nie skutecznie powstrzymana.

Sarmatyzm jest nieodłącznym elementem naszej historii. Nic więc dziwnego, że znajduje swoje miejsce w sferze publicznej. Należy jednak uważać, żeby czyniąc z niego narzędzie gry politycznej, nie oderwać go od realiów.

 

Karol Cheda

 

Źródło: http://www.newsweek.pl/polska/antoni-macierewicz-szef-mon-kpi-z-demokracji-usa-i-ue,artykuly,381803,1.htm

Obrazek 1: http://spuscizna.org/imagess/map-commonwealth.JPG

Obrazek 2: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Daniel_Schultz_the_Younger_-_King_John_Casimir_II_in_Polish_Costume_-_WGA21068.jpg