Mem to rzecz prosta – zdjęcie z zabawnym napisem. Wystarczy program graficzny, kropla weny – i voilà.  Tak się składa, że choć czytelnictwo w Polsce kuleje, tak strony z memami mają się rewelacyjnie. Mimo, że ich autorzy zazwyczaj nie są znani z imienia i nazwiska, to wywierają większy wpływ na społeczeństwo, niż niektórzy pisarze i dziennikarze. Skąd takie powodzenie? Większość ludzi nie ma czasu na czytanie kilkustronicowych artykułów. Ciężko pracujący człowiek, w wolnym czasie, woli obejrzeć serial albo pójść na imprezę, niż prowadzić dogłębny wywiad, co też się w polityce naprawdę dzieje. Takim ludziom wychodzą naprzeciw autorzy memów oraz innych form satyry. Cała prawda zawarta w kilku, bardzo zabawnych, kliszach.

 

Od memu do sądu

Wydawałoby się, że mem powinien wywoływać uśmiech na twarzy i wprowadzać trochę luzu tam gdzie go brakuje. Jednak, często dzieje się coś zupełnie przeciwnego. W skrajnych przypadkach, memy kończą się procesem o zniesławienie. Znacznie częściej stają się iskrą zapalną do kolejnej, niekończącej się awantury. Przez Polskę przechodzi linia podziału, dzieląc ludzi na dwa obozy. Oczywiście, nie dotyczy to wszystkich – niektórym jest wszystko jedno, inni szukają kompromisów, ale taki podział bez wątpienia istnieje i, ostatnimi czasy, stał się aż nadto odczuwalny. Symptomem jest, między innymi, nasz stosunek do memów i innych żartów. Satyra przestaje być zabawna. Jest wtedy, gdy ośmiesza polityka albo inicjatywę zza drugiej strony barykady.

 

Protest do granic i czarny różaniec

W tej wojnie na memy żadna ze stron nie bierze jeńców. Czy ucierpią modlący się ludzie, czy kobiety walczące o egzekwowanie swoich praw – nieważne. Ktoś mi ostatnio powiedział: „Dzisiaj wszystko jest upolitycznione”. Każda inicjatywa, choćby w zamierzeniu propagująca ideę, zostaje sprowadzona do politycznej rozgrywki. Dzieje się tak, bo za każdym razem znajdzie się kilku cwaniaków, którzy wykorzystają sytuację, by ugrać coś dla siebie. Reszty dzieła zniszczenia dopełnią media oraz „zaangażowana” satyra.

 

Trochę groteskowo, trochę strasznie

Trochę to groteskowe i straszne, gdy poważnym ludziom puszczają nerwy z powodu memu albo kabaretu. Jednak, nie chodzi o brak dystansu, tylko o upolitycznienie satyry. Politycy i ich wyborcy zdają sobie sprawę, że dobry skecz może mocniej zaszkodzić wizerunkowi, niż merytoryczny tekst w poważnym piśmie. Dlatego, tak istotne stało się pokonanie wroga na tym właśnie froncie. Zazwyczaj nietrudno jest odgadnąć preferencje polityczne tego czy owego satyryka. Widzi on bowiem hipokryzję i obłudę tylko jednej ze stron konfliktu. Ciężko mi go usprawiedliwić. Artyści, a satyryków (autorów najlepszych memów również) za nich uważam, powinni w swej twórczości być przede wszystkim niezależni. Niech będą kontrowersyjni, liberalni albo konserwatywni, ale na własny rachunek. Niech nie robią przysługi politykom. Nie warto.

 

Bartosz Gromek

 

Zdjęcie nr 1: