Historia pasjonuje mnie od dzieciństwa i nadal chętnie zgłębiam ja z czystej ciekawości. Miałem okazję dobrze poznać dwa systemy nauki tego przedmiotu, diametralnie różniące się od polskiej podstawy programowej. Chociaż w Polsce historia ma za zadanie budowanie tożsamości narodowej, z wielkim smutkiem obserwuję, że najczęściej przybiera to formę pamięciówki z dat i nazwisk, a nie uczy myślenia i konstruktywnego patriotyzmu. Dlatego chciałbym przedstawić kilka moich przemyśleń na temat problemów, które blokują rozwój polskiej myśli politycznej i narracji historycznej.

 

 

Pierwszy zarzut dotyczy stosunku ilości do jakości. Według podstawy programowej dla liceów i techników uczniowie zaczynają naukę na etapie powstawania cywilizacji Bliskiego Wschodu, a kończą na wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Tematy w podręczniku są ułożone chronologicznie i nie omijają żadnej epoki, więc zakres wiedzy, którą trzeba opanować, obejmuje okres 4000 lat. Wymagania dotyczące każdej lekcji to najczęściej ogólna charakterystyka, procesy tworzenia się, najważniejsze daty oraz nazwiska dotyczące danej cywilizacji, kultury, czy państwa. Warto zauważyć, że od połowy średniowiecza nauka skupia się na Polsce i jej sąsiadach, jedynie wybiórczo wspominając o odkryciach geograficznych, oświeceniu czy rewolucji amerykańskiej. Pisząc maturę, uczniowie potrafią powiedzieć coś o Wiośnie Ludów, trochę o reformacji, co nieco o Imperium Bizantyjskim, ale żadnego tematu nie poznali na tyle gruntownie, by przygotować analizę dłuższą niż 3 zdania. Co jest lepszego w zapamiętaniu 20 dat i haseł, rozstrzelonych na przestrzeni kilku tysięcy lat, od gruntownego poznania trzech epok? Program powinien być podzielony na wieki bądź epoki, które uczeń sam mógłby dopasować do własnych zainteresowań. Naturalnie, materiałów dotyczących XX wieku byłoby dużo więcej, niż dla wieku VI, dlatego odleglejsze okresy, na których mniej się skupiamy, mogłyby być łączone. Nie zmienia to faktu, że odwołując się do, powiedzmy, wolnej elekcji, wolałbym znać XVI wiek od deski do deski i potrafić sensownie wszystko wytłumaczyć, niż tylko podać rok pierwszej wolnej elekcji i kilka wykutych wcześniej definicji.

 

Wymagania dotyczące każdej lekcji to najczęściej ogólna charakterystyka, procesy tworzenia się, najważniejsze daty oraz nazwiska dotyczące danej cywilizacji, kultury, czy państwa.

 

Drugą sprawą jest brak krytycznego podejścia w nauczaniu. Jeżeli rzeczywiście chcemy uczyć historii szerzej, niż tylko encyklopedycznie, zagadnienia z podstawy programowej należałoby traktować refleksyjnie. Mam wrażenie, że w polskiej szkole lekcje są suche, a fakty zyskują na atrakcyjności tylko wtedy, kiedy było to wielkie zwycięstwo bądź porażka naszego kraju. Nie potrafimy patrzeć na te wydarzenia obiektywnie, bo wszystko, co robili Polacy, było dobre, a wszyscy, którzy nam przeszkadzali – źli. Po skończeniu szkoły żyłem w przeświadczeniu, że Polacy podejmowali jedynie dobre, szlachetne decyzje, a gdyby nie zdradzieckie Niemcy i Rosja, okazyjnie Szwecja i Turcy, już dawno bylibyśmy wielkim mocarstwem. Warto zauważać, że także nasz naród wielokrotnie popełniał błędy będące przyczyną niepowodzeń – przecież nikt nam nie kazał zmieniać demokracji szlacheckiej tak, żeby inicjatywa parlamentarna mogła być zakładnikiem pojedynczego posła. W wielu przypadkach mogliśmy być mniej dumni, mniej zawzięci, a czasem trochę bardziej pragmatyczni. Nie możemy zrzucać winy za wszystkie porażki na kolejne intrygi wymierzone w nasze państwo. W programie powinniśmy znaleźć miejsce na zbilansowaną i szczerą ocenę naszych sukcesów i naszych błędów. Może dzięki temu nauczymy się, że nie zawsze trzeba chwytać za szablę, że nie każda śmierć to honorowa ofiara, a przezorność nie raz dramatycznie ułatwiła prowadzenie skutecznej polityki.

 

 

Trzecia kwestia dotyczy nauczania historii w próżni – kontekst spraw polskich kończy się zazwyczaj na kilku informacjach o naszych sąsiadach (najczęściej na nazwisku władcy i kliku datach). Refleksja ta naszła mnie, gdy oglądając film osadzony w XVIII wieku zorientowałem się, że chociaż wszędzie dużo się w tym czasie wydarzyło, ja potrafię wymienić jedynie dwa powstania narodowe, rozbiory, Konstytucję, i powiedzieć o Stanisławie Auguście Poniatowskim tyle, że był mecenasem i organizował obiady czwartkowe. Kompletne dno. Co z tego, że przez teren Polski przeszła III wojna północna, wojna o sukcesję polską, a chwilę później, przez świat, wojna o sukcesję austriacką, która ominęła nasze tereny, ale była co najmniej ważna i zadecydowała o załamaniu się systemu międzynarodowego powstałego po pokoju westfalskim. W szkole nie uczymy się o potędze Brytyjczyków po wojnie siedmioletniej, czy o kontekście amerykańskiej wojny o niepodległość. Zazwyczaj, kiedy ktoś zapyta, dlaczego Stany Zjednoczone są potęgą, padnie odpowiedź, że “pokonały Hitlera i się wzbogaciły”, co jeszcze na upartego można zrozumieć. Z kolei pytając, skąd Wielka Brytania miała tyle kolonii i dlaczego dominowała na świecie przez 150 lat, możemy usłyszeć “bo kolonizowała”. Nie twierdzę, że historia Polski nie jest ważna, bo jest, ale traci na wartości, jeżeli nie jest nauczana w kontekście. Po prostu nie da się jej dobrze zrozumieć nie wiedząc, że tuż za naszymi granicami dochodziło do zdarzeń zmieniających bieg historii. Ten sam zarzut dotyczy XVI, XIX i XX wieku, to samo mógłbym napisać o pojmowaniu znaczenia I wojny światowej innaczej, niż tylko przez pryzmat odzyskania niepodległości przez Polskę.

 

Trzecia kwestia dotyczy nauczania historii w próżni – kontekst spraw polskich kończy się zazwyczaj na kilku informacjach o naszych sąsiadach (najczęściej na nazwisku władcy i kliku datach).

 

Polska podstawa programowa i poziom nauczania boli mnie tak, że mógłbym napisać na ten temat długi referat. Historia rozciągnięta do granic możliwości, ucząca jedynie cyfr i nazwisk, szerokim łukiem omija myślenie. Podobno reforma miała wiele w tym temacie zmienić, a zmieniła tyle, że historii, nasyconej bezrefleksyjnym patriotyzmem, będzie po prostu więcej. Chciałem wspomnieć jeszcze o doborze materiału do budowania narracji historyczno-politycznej, ale napiszę o tym osobny artykuł. Tego nie potrafię skończyć, bo słowa cały czas cisną mi się na papier, a frustracja i limit słów nie pozwalają skupić wszystkiego w jedną całość.

 

Bartosz Pawłowski

 

Zjdjęcie nr 1: https://www.google.co.uk/search?as_st=y&tbm=isch&hl=pl&as_q=polish+history&as_epq=&as_oq=&as_eq=&cr=&as_sitesearch=&safe=active&tbs=sur:fc#imgrc=WPKzj7gUUg8AZM:

 

Zdjęcie nr 2: https://www.google.co.uk/search?as_st=y&tbm=isch&hl=pl&as_q=polish+history&as_epq=&as_oq=&as_eq=&cr=&as_sitesearch=&safe=active&tbs=sur:fc#imgrc=ylYlYYSbcbgbFM: