Jednym z największych problemów bycia studentem, w szczególności na zagranicznych uczelniach, są finanse. Kosmiczne czesne połączone z wydatkami na czynsz oraz utrzymanie daje niemałą sumę, która dokłada młodym ludziom wiele zmartwień.

 

 

Jako studentka trzeciego roku na uczelni w Londynie, wielokrotnie słuchałam narzekań i sama brałam udział w dyskusjach na temat dysproporcji pomiędzy wymarzonym stylem życia a rzeczywistym budżetem. Odgrzewany makaron z pesto zamiast pożywnego, ciepłego obiadu; godzinna podróż autobusem w miejsce szybkiego dojazdu metrem; praca na zmywaku i za barem zamiast życia towarzyskiego – z takimi wyrzeczeniami zmaga się każdy student. Obowiązkowym elementem naszych spotkań jest więc ciągłe marudzenie. “Jestem zbyt biedny, by wyjść do pubu dzisiaj” czy “Nie mam kasy, więc używam roweru zamiast komunikacji miejskiej” – takie zdania padają w każdej konwersacji. Czy nazywanie biedą wspomnianej wyżej sytuacji jest odpowiednie? Czy archetyp “biednego studenta”, z którym identyfikuje się większość moich rówieśników, jest słuszny?

 

“Jestem zbyt biedny, by wyjść do pubu dzisiaj” czy “Nie mam kasy, więc używam roweru zamiast komunikacji miejskiej” – takie zdania padają w każdej konwersacji.

 

Pomimo pewnych niedogodności jestem świadoma, jak ogromnym szczęściem jest możliwość studiowania bez presji samodzielnego utrzymywania się. Większość studentów nie jest wspierana finansowo przez rodziny. Ale czy stosownym jest nazywanie niemożności kupowania organicznych warzyw albo mieszkania czterdzieści minut od centrum biedą? Oto moje przemyślenia na ten temat.

 

Po pierwsze, przeciętny student nie ma pojęcia o prawdziwej biedzie. Według badań Institute of Fiscal Studies w Londynie, 21% Brytyjczyków żyje we względnym ubóstwie[1]. Często brakuje im środków na rzeczy niezbędne i mogą jedynie pomarzyć o uczęszczaniu na uniwersytet. Są na świecie państwa dotknięte biedą na dużo większą skalę niż wysoko rozwinięta Wielka Brytania. W wielu z nich brakuje nawet podstawowych środków do życia. Aby lepiej zrozumieć, czym jest ubóstwo, polecam akcję “Live Below the Line” stworzoną przez fundację The Hunger Project. Podczas przedsięwzięcia organizacja zachęca do zrzeczenia się wygód, do których jesteśmy przyzwyczajeni i przeżycia pięciu dni za £5. £1 dziennie – tyle według fundacji wynoszą wydatki na żywność przeciętnego człowieka żyjącego w skrajnym ubóstwie. Celem akcji jest podniesienie poziomu świadomości społeczeństwa dotyczącego prawdziwego oblicza nędzy i zebranie funduszy na walkę z głodem i ubóstwem. Uważam, że możliwość wyboru, na jakim poziomie chcę żyć sprawia, że używanie słowa bieda w odniesieniu do mojej sytuacji jest niestosowne w stosunku do milionów osób, które takiego wyboru nie mają.

 

 

Po drugie, w naszym społeczeństwie istnieje tendencja do piętnowania osób, których na coś nie stać. Nie jest tajemnicą, że ludzie pochodzą z różnych środowisk, różnych klas społecznych i są mniej bądź bardziej zamożni. Wpływa na to wiele czynników, takich jak dostęp do edukacji, czy lepsze perspektywy zatrudnienia. Powinniśmy dążyć do tego, by były one dostępne dla wszystkich. Nie zmienia to faktu, że nierówności nie da się całkowicie zlikwidować. Tym, którzy mają mniej, zawsze będzie trudniej. Dlaczego słowa „Nie stać mnie na podręczniki” bądź „Mieszkam na przedmieściach, bo w centrum jest dla mnie za drogo” zawsze są powodem do żartów i obmawiania? Wstyd wiążący się z takimi wypowiedziami to coś, z czym powinniśmy jako społeczeństwo walczyć. Być może dzięki temu przestaniemy go maskować ciągłym narzekaniem i nadużywaniem słowa bieda.

 

Brakuje nam nie tylko pieniędzy, ale też znajomych twarzy, wsparcia emocjonalnego, czy po prostu domu.

 

Wiem, że w wielu przypadkach użycie przymiotnika biedny w odniesieniu do ograniczonych środków finansowych to tylko skrót myślowy, a rozmówca tak naprawdę chce wyrazić jedynie emocje, okazać zmęczenie nauką i pracą. W końcu bycie studentem wiąże się z wieloma trudnościami, które każdy pokonuje we własny sposób. Wyprowadzenie się od rodziców, poznawanie nowych ludzi, odnalezienie się w nowym środowisku – nagromadzenie nowych problemów i nieznanych sytuacji może spowodować potrzebę wyrażania tych trudności w inny sposób. Być może studenci czują się biedni nie tylko finansowo, ale też emocjonalnie. Brakuje nam nie tylko pieniędzy, ale też znajomych twarzy, wsparcia emocjonalnego, czy po prostu domu. Możemy więc czuć się ubodzy, jeśli chodzi o naszą psychikę, ale w kwestii finansów po prostu nas na niektóre rzeczy nie stać.

 

Ania Gricuk

[1]  „Living Standards, Poverty and Inequality in the UK: 2015”(PDF). p. 43.

 

Zdjęcie nr 2: http://blog.tutorhub.com/wp-content/uploads/2013/07/shutterstock_90782423.jpg?w=300