W debacie publicznej dominują czarnobiałe podziały kreujące manichejski i przez to bardzo łatwy w odbiorze świat. Łechtające ego poczucie przynależności do tej lepszej grupy zaowocowało pojawieniem się szeregu negatywnie klasyfikujących określeń, wśród których prym wiedzie „lewak”. Jednak lewicowa strona również nie pozostaje bez grzechu. Z tej barykady, w trwającej wieki i nie wydającej się mieć końca wojnie poglądów, padają słowne ciosy w postaci „faszysty” bądź pogardliwie rzuconego „liberała”. Z jednej strony, w świetle panującego paradygmatu prymatu rynku, wzrastającego w wyznaczających standardy polityczne Stanach Zjednoczonych zasięgu ruchów „wolnościowych”, czy charakterystycznego dla polskiej sceny zjawiska korwinizmu, trudno się dziwić takiej percepcji liberalizmu. Ma on jednak różne oblicza i tylko od nas zależy, które wybierzemy.

 

 

Indywidualizm i własność prywatna, czyli klasyczny liberalizm

            Zacznijmy jednak od początku, czyli od pierwszego nowożytnego myśliciela, który podłożył fundament pod rozwój myśli liberalnej. Zasługą Hobbesa, bo o nim tu mowa, było wyabstrahowanie jednostki od społeczeństwa, zerwanie z pochodzącą z antyku i utrzymaną w myśli chrześcijańskiej tradycją zoon politikon. Dokonał tego poprzez kreację Lewiatana, sztucznego konstruktu powstającego na podstawie umowy społecznej. Tym samym odwrócił tradycyjną kolejność, człowiek nie był już pochodną społeczeństwa, tylko jego twórcą. I właśnie takie rozumienie zbiorowości stało się fundamentem liberalnej teorii społeczeństwa. Człowiek nie jest tu skrajnym indywidualistą, to jednostka niezależna i w pełni samodzielna, ale wciąż głęboko zakorzeniona w stosunki społeczne, które umożliwiają jej prawidłowe i bezpieczne funkcjonowanie. W innym przypadku Lewiatan byłby jedynie pustym konstruktem. Jednak za najważniejszego klasyka liberalizmu jest uznawany kolejny angielski filozof XVII

człowiek nie był już pochodną społeczeństwa, tylko jego twórcą.

wieku, John Locke, który rozwinął koncepcję umowy społecznej. Wprowadził również do filozofii politycznej nową kategorię – własność prywatną, która miała stanowić filar wolności. Nie sposób jednak zrozumieć jej znaczenia, bez znajomości realiów, w których autorowi przypadło żyć. XVII wiek w Anglii charakteryzował się, w przeciwieństwie do reszty Europy, relatywnie dużą ruchliwością społeczna, determinowaną przez wielkość majątku, która to powoli przełamywała monopol arystokracji na kreowanie polityki. Szerokie rzesze niżej urodzonych jednostek nabywały kolejne prawa polityczne, na co szlachta patrzyła jak… XIX wieczna burżuazja sprzeciwiająca się walczącym o prawa robotnikom. Własność prywatna, w oczach Locke’a, nigdy nie była wartością ekonomiczną, tylko atrybutem osobistym, mającym gwarantować niezależność jednostki. Co więcej, była ściśle powiązana z etosem racjonalnej konieczności – każdy mógł czerpać z natury tylko tyle ile potrzebował, zabierając zaś więcej, pozbawiał prawa do wolności innych. Własność prywatna była niczym innym jak czynnikiem służącym idei równości.

 

Wolność… ale jaka?

Nie sposób mówić o liberalizmie bez poruszenia jego konstytutywnej wartości – wolności. Na początku, była ona czynnikiem indywidualistycznym, mającym gwarantować maksymalne rozszerzenie sfery prywatnej, a następnie jej ochronę przed wszelkimi naciskami z zewnątrz. Koncepcja ta rodziła się w czasach wojen religijnych, braku praw politycznych przeważającej części ludności Europy i jej feudalnej podległości. Nie można o niej powiedzieć, że sprowadzała się jedynie do sfery ekonomicznej, a tym bardziej by miała antypaństwowej ostrze. Wprost przeciwnie, to silne państwo powstałe z legitymacji obywateli, miało być jej strażnikiem, sojusznikiem w walce z feudalizmem. Nie należy jej także interpretować jako „dowolności” – takie traktowanie wolności jest wyrazem naiwności i niedojrzałości. Była ona nieodłącznie związana z pojęciem powinności wynikającej z etosu racjonalnego samookreślenia. Cytując Monteskiusza: „Wolność nie polega na tym, żeby robić to co się chce, tylko żeby móc czynić to co powinno się chcieć i nie być zmuszanym do tego, czego nie powinno się chcieć”. Na przełomie XIX i XX wieku miała jednak nadejść ewolucja koncepcji wolności. Powoli zaczęto odchodzić od jej rozumienia jedynie jako braku nacisków z zewnątrz, które nazwano później wolnością negatywną, na rzecz wolności pozytywnej, czyli prawa do prerogatyw publicznych. Prawa, które właśnie tę wolność miało zapewnić.

 

Nowy liberalizm

Proces ten zapoczątkował John Stuart Mill określając wolność jako prawo do stworzenia własnej koncepcji życia. A do tego nie wystarczy brak nacisków, potrzeba również pewnego minimum środków materialnych. Z jednej strony powinno się wyłączyć ogromną część sfer życia ze społecznej kontroli, ale z drugiej, jak twierdził Mill krytykując leseferyzm „dający jedynie wolność do umierania z głodu”, dystrybucja dóbr powinna podlegać kontroli wspólnoty, a sama zasada wolności jednostki „nie ma nic wspólnego z doktryną wolnego handlu”. Liberalizm miał mieć zatem charakter humanistyczny – rozwój nie dokonywał się w imię wzrostu gospodarczego tylko dla umożliwienia jednostce swobodnej samorealizacji. To właśnie człowiek zawsze stanowił podmiot wolności, w przeciwieństwie do rynku, który miał być jedynie narzędziem ją zapewniającym, a więc regulowanym w tym celu przez jednostki. Zaś na jedną z głównych cnót wyrastała „wrażliwość społeczna”. Krok dalej poszedł kontynuator myśli Milla,

„Wolność nie polega na tym, żeby robić to co się chce, tylko żeby móc czynić to co powinno się chcieć i nie być zmuszanym do tego, czego nie powinno się chcieć”.

Leonard Hobhouse, uważany za twórcę Nowego Liberalizmu, czyli liberalizmu społecznego. Negował on sprzeczność między wolnością a kontrolą, bo to ona miała być czynnikiem zapewniającym życie według własnej koncepcji, która to możliwość należy się wszystkim, niezależnie od stanu urodzenia, czy też posiadania. Dlatego to właśnie do władzy publicznej, powołanej przez obywateli dla sprawowania pieczy nad ich interesem, należy walka z nierównościami społecznymi. Celem państwa, według Hobhouse’a, miało być także zabezpieczanie wszelkich czynników niezbędnych do swobodnego funkcjonowania jednostki, a więc zapewnienie darmowej edukacji, służby zdrowia, płacy minimalnej, koniecznej do utrzymania rodziny, a także pomocy bezrobotnym, zaś liberalizm ekonomiczny powinien opierać się na zasadzie sprawiedliwości społecznej. Należy jednak zachować pewną dozę ostrożności i nie mylić socliberalizmu z socjalizmem. Pomimo szeregu podobieństw, wciąż istnieją pomiędzy nimi sięgające głębin przepaści aksjologiczne. Nowy liberalizm nie dążył do obalenia kapitalizmu, a jedynie stanowił projekt jego uspołecznienia. I to właśnie on, w czasie kiedy na ustach socjalistów wciąż pobrzmiewały wezwania do krwawej rewolucji, doprowadził do powstania nowego modelu państwa – Welfare State.

 

Państwo umożliwiające

Już na początku XX wieku, w latach 1906-1914 wprowadzono w Wielkiej Brytanii szereg ustaw powołujących system emerytalny, ubezpieczenia społeczne oraz płacę minimalną. Jednakże za początek dojrzałego Państwa Opiekuńczego, stanowiącego zwieńczenie ewolucji liberalnej koncepcji wolności, uznaje się ogłoszenie powstałego w 1942 roku na podstawie raportu komisji kierowanej przez Wiliama Beveridge’a, członka partii liberalnej, nazwanego od jego nazwiska Planu Beveridge’a. Pomimo udziału w niezwykle kosztownej, zarówno ze względu na ogromna liczbę ofiar, jak i na wkład finansowy, Drugiej Wojnie Światowej, ówczesny rząd, kierowany przez, co ciekawe, konserwatywnego premiera Winstona Churchilla, zdecydował się wprowadzić go w życie. Głównym celem tej reformy była realizacja idei wolności poprzez likwidację jej głównych przeszkód, czyli nędzy i nierówności społecznych. Opierał się on na postulatach prawa do wykształcenia, opieki zdrowotnej i społecznej, pracy oraz emerytury, zaś jako główny oręż do walki z nędzą wskazywał obejmujące wszystkich obywateli ubezpieczenia społeczne. Watro podkreślić, że nie była to pusta deklaracja programowa, tylko dokładne i precyzyjne kalkulacje. Plan Beveridge’a, wraz z nieco wcześniej wprowadzonym w Stanach Zjednoczonych (w których do dziś jedną z głównych doktryn politycznych jest klasyczny liberalizm – lewicowy i postępowy) New Deal’em, zapoczątkował ekspansję Welfare State’u, czyli państwa umożliwiającego, w którym rząd wpływa na gospodarkę w interesie wolności. Należy pamiętać, że to rynek istnieje dla człowieka, a nie człowiek dla rynku. Lata 1945 – 1970, zapisały się w historii nie tylko Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, ale także m.in. Francji, gdzie są znane pod nazwą „Les Trente Glorieuses” , jako okres dobrobytu i rozwoju gospodarczego.

 

            Liberalizm nie musi, a nawet nie powinien być utożsamiany jedynie z wolnością gospodarczą, sprzeciwem wobec podatków i prymatem rynku nad potrzebami człowieka. Jego najnowsze oblicze – neoliberalizm, w znaczący sposób odeszło od gromadzonego przez kilka stuleci dorobku. Świadczą o tym chociażby słowa Józefa Błocha, polskiego socjalisty, który analizując Plan Beveridge’a napisał, że rząd Lloyda George’a przeprowadził liberalne reformy „przez wydatne opodatkowanie spadków”. W 2017 roku, w którym, według raportu Oxfam International, 8 ludzi dysponuje takim samym majątkiem co biedniejsza połowa ludzkości, musimy zdecydować, za którym liberalizmem chcemy się opowiedzieć.

Karol Cheda

 

 

 

ZDJĘCIE 1: https://www.google.co.uk/search?as_st=y&tbm=isch&hl=pl&as_q=hobbes+leviathan&as_epq=&as_oq=&as_eq=&cr=&as_sitesearch=&safe=images&tbs=sur:fc#imgrc=ugwML6fhwk7SjM:

ZDJĘCIE 2: https://pixabay.com/p-2053281/?no_redirect

ZDJĘCIA 3: https://pixabay.com/p-1209484/?no_redirect

 

Bibliografia

Hobbes T., Lewiatan, czyli materia, forma i władza państwa kościelnego i świeckiego

Locke J., Dwa traktaty o rządzie

Monteskiusz, O duchu praw

Mill J. S., Utylitaryzm; O wolności

Hobhouse L., Liberalizm

Beveridge W., Social Insurance and Allied Services, http://news.bbc.co.uk/2/shared/bsp/hi/pdfs/19_07_05_beveridge.pdf

Bloch J., Plan Beveridge’a w zarysie porównawczym, http://lewicowo.pl/plan-beveridge%E2%80%99a-w-zarysie-porownawczym/

https://www.oxfam.org/en/pressroom/pressreleases/2017-01-16/just-8-men-own-same-wealth-half-world