Odpowiedzialność w polityce. Brzmi jak coś niewiarygodnego, prawda? Mówiąc o niej myślimy raczej o świecie kłamstw, korupcji i balansowania na krawędzi prawa. W związku z tym, trudno nam wyobrazić sobie sytuacje, w której polityk sam z siebie, niczym nie przymuszony, przyznaje się do winy i decyduje ponieść konsekwencje swoich błędnych decyzji. A to przecież powinna być norma.

 

Źródło: https://www.google.pl/search?as_st=y&tbm=isch&hl=pl&as_q=guilt&as_epq=&as_oq=&as_eq=&cr=&as_sitesearch=&safe=images&tbs=sur:fmc#imgrc=3MTkRQudRC52MM:

 

Odpowiedzialność a moralność

Zacznijmy jednak od początku, a mianowicie od wyjaśnienia czym jest owa odpowiedzialność. Niemalże idealnie zdefiniował ją Leszek Kołakowski, jako zdolność poczucia moralnej winy. Odstawmy jednak na bok wartościujące słowo „wina” i wypróbujmy inne określenie – zdolność do wewnętrznego stawienia czoła samemu sobie i powiedzenia „tak, ja to zrobiłem i muszę ponieść tego konsekwencje, zarówno te pozytywne, jak i negatywne”. Ale właściwie dlaczego poczucie odpowiedzialności jest takie ważne? Ponieważ jest jednym z najważniejszych czynników determinujących nasze zachowanie, a co za tym idzie, również stosunki międzyludzkie. A mówiąc prościej, wpływa na moralność. A tej, nie da się narzucić. Próbowały tego dokonać religie, rozmaite systematy filozoficzne, bazujące na teologicznych bądź metafizycznych podstawach, czy też tej metafizyki, co charakteryzuje znaczną cześć współczesnej filozofii, pozbawione.

Ale właściwie dlaczego poczucie odpowiedzialności jest takie ważne? Ponieważ jest jednym z najważniejszych czynników determinujących nasze zachowanie, a co za tym idzie, również stosunki międzyludzkie. A mówiąc prościej, wpływa na moralność.

Czy to się udało? Oczywiście poszczególne jednostki wierzące w moralne racje wypływające z narzuconych im przekonań, będą ślepo za nimi podążały. Ale chyba nie o to chodzi. W takim razie w jaki sposób możemy tę moralność wykształcić? Odpowiedz jest bardzo prosta – poprzez doświadczenie. I tu z pomocą przychodzi właśnie odpowiedzialność. Bowiem, ma ona bardzo empiryczny charakter. Raz doświadczywszy wewnętrznego dyskomfortu po ujrzeniu konsekwencji naszych działań, będziemy później unikać takich zachowań. Poczucie naszego udziału w danym czynie reguluje, jak to działanie później odbieramy. Mimo, że jest to punkt wyjścia dla zagadnienia odpowiedzialności, ta byłaby niczym bez jej rozwinięcia – stawienia czoła konsekwencjom. A tego politykom, zdaje się brakować.

Polityka bez odpowiedzialności

Tego jak wygląda sfera publiczna bez, obecnego w jej ramach, paradygmatu odpowiedzialności, doświadczamy na co dzień. Powszechne jest zjawisko przerzucania odpowiedzialności, szczególnie między kolejnymi rządzącymi koalicjami. Niezliczoną ilość razy można usłyszeć „już dawno byśmy to zrobili, ale ta zła opozycja nam to uniemożliwia; to nie nasza wina, tylko poprzedniego rządu”. Rzadko kiedy mamy również okazję zaobserwować u polityka zachowanie godne męża stanu, który przeprosi za swoje błędne decyzje, a przede wszystkim publicznie się do nich przyzna i wycofa, przynajmniej na jakiś czas, z życia politycznego. Konkretnych przykładów nie trzeba daleko szukać: afera taśmowa po publikacji Wprost – oczywiście można powiedzieć, że jej uczestnicy zostali nagrani nielegalnie, a cała sprawa stała się elementem politycznej rozgrywki, co należy z całą stanowczością potępić, jednak to ich nie usprawiedliwia, postępowanie ministra Gowina, konserwatysty przecież, dla którego takie wartości, jak m.in. właśnie odpowiedzialność, powinny stać wysoko w hierarchii,podczas głosowania w sprawie Sądu Najwyższego, które później tłumaczył rzekomą wiedzą o przyszłym prezydenckim wecie, czy też działalności ministra Waszczykowskiego – ją najlepiej pozostawić bez komentarza.

Źródło: https://www.google.pl/search?lr=&hl=pl&biw=1366&bih=694&tbs=sur%3Afmc&tbm=isch&sa=1&q=sejm&oq=sejm&gs_l=psy-ab.3..0i67k1j0l3.2443.2892.0.3147.4.4.0.0.0.0.211.391.0j1j1.2.0….0…1.1.64.psy-ab..2.2.390.7LCHRRi9b1Q#imgrc=_Pw7ZTb_LzHfVM:

 

Politycy zdają się nie przejmować swoimi błędami. Nie chodzi tu o oddalenie się na polityczne wygnanie, po popełnieniu najdrobniejszej pomyłki. Całkowicie wystarczające byłoby przyznanie się do błędu i gotowość do poniesienia konsekwencji, czyli krótko mówiąc, okazanie poczucia odpowiedzialności. Pewną nadzieję pozostawia tu przypadek Nicka Clegg’a, byłego przewodniczącego brytyjskiej partii Liberalnych Demokratów, który po wyborach w 2015 roku, dających jego partii 8 miejsc w Izbie Gmin, co porównując do wyników z 2010 roku – 57, jawiło się jako ogromna klęska, zrezygnował z funkcji lidera usuwając się w cień. Wziął tym samym odpowiedzialność za tak słaby wynik na siebie, twierdząc, że jako przywódca zawiódł.

Doniosłość naszych czynów

Ważne jest przy tym wyjście poza własną perspektywę. Odpowiedzialność bowiem bazuje również na poczuciu „doniosłości” czynów, których dokonujemy, a więc mających realny wpływ na otoczenie. A politycy, szczególnie ci sprawujący wysokie urzędy, dysponują znacznie większą mocą sprawczą niż przeciętni obywatele. Być może Donald Trump nie do końca zdawał sobie sprawę z konsekwencji swojego komentarza odnośnie wydarzeń w Charlottesville. Być może miał rację pisząc o przemocy z obu stron (zostawmy proszę z boku spór, kto ma rację, nie to jest moim celem). Ale nawet jeśli, to fakty są takie, że osobą, która wjechała samochodem w tłum ludzi, był zwolennik ruchu Alt-Right i dlatego Donald Trump powinien był jednoznacznie potępić te wydarzenia. Nie robiąc tego, pozostawił furtkę, jawnie już faszyzującej, amerykańskiej skrajnej prawicy. Odpowiedzialność oznacza bycie uczciwym, wobec siebie, ale także innych. Na czym ma bazować liberalna demokracje, jak nie na uczciwości właśnie? Nie pozwólmy, żeby jedynym jej determinantem były bezosobowe prawa.

Drugie oblicze odpowiedzialności

Jednak dostrzeganie negatywnych konsekwencji naszych działań wymaga jeszcze innego czynnika – wrażliwości. I tu właśnie dochodzimy do drugiego znaczenia słowa odpowiedzialność – poczucia obowiązku w stosunku do innego człowieka, które w polityce nazywa się sprawiedliwość społeczna. Idea odpowiedzialności w tym sensie bazuje na poczuciu uniwersalizmu. Bardzo trafnie wyraził to w jednym ze swoich esejów Erich Fromm, pisząc o „zakorzenieniu w przekonaniu o jedności wszystkich ludzi i solidarności między nimi”. Pogląd ten cechuje przede wszystkim ruchy lewicowe, ale nie ogranicza się tylko do nich.

Odpowiedzialność nie może ograniczać się tylko do członków naszego najbliższego otoczenia, wtedy staje się trybalizmem.

Również w myśli chadeckiej odnajdziemy podobne stanowisko – w końcu chrześcijańska demokracja, głęboko czerpie z wartości płynących z nauk Chrystusa, namawiającego do bezwarunkowej pomocy bliźnim. W związku z tym, kanclerz Merkel, wydając decyzję o przyjęciu uchodźców, z ideowego punktu widzenia nie powinna mieć sobie nic do zarzucenia. Odpowiedzialność nie może ograniczać się tylko do członków naszego najbliższego otoczenia, wtedy staje się trybalizmem. Także przeciwnicy jednolitości zasad moralnych, mogą być wierni tej interpretacji idei odpowiedzialności. Udowadnia to Richard Rorty, który, jak każdy zwolennik filozofii pragmatyzmu, neguje wszelkie idee zakładające uniwersalizm, twierdząc, że każdy tworzy swój własny świat. Jednak dodaje on, do tego, jedno ważne twierdzenie – prawdziwego liberała cechuje „wrażliwość na krzywdy innych”.

Idea odpowiedzialności ma dwa oblicza. Równie ważne. Oba dążą do poprawy jakości życia publicznego. Czy to poprzez gotowość do poniesienia konsekwencji swoich czynów, czy niesienie pomocy słabszym. Zacznijmy je zmieniać, nie tylko za pomocą kolejnych reguł prawnych, ale także propagując postawę odpowiedzialności. Jak powiedziałby Erich Fromm: pozwala nam ona dążyć do zdrowego społeczeństwa.

 

Karol Cheda