Miłka1Wszechmoc już od kołyski

Wystarczy tylko chcieć, wszystko jest w głowie, zmień nastawienie, a Twoje życie będzie wyglądać inaczej. Brzmi znajomo? To bliskie nam slogany, które niezliczoną ilość razy powtarzamy, aby zmotywować się do działania. Co jednak za nimi stoi? Czy nie są to przekonania skrajnie antropocentryczne, a może wręcz egocentryczne?

Nie jest moim celem podważenie tu ich prawdziwości, ponieważ sama niejednokrotnie mniej lub bardziej świadomie tymi sposobami ratuję się z marazmu dnia codziennego. Wydaje mi się dużo bardziej interesującą kwestią rozpatrzenie pewnych założeń, które implikują bliskie nam wierzenia, które przynoszą niezmierną ulgę, gdy się je tylko wypowie. Tworzą rzeczywistość zależną całkowicie od nas, wypreparowaną, zgodną z naszymi oczekiwaniami.

superman_colored_by_dragonofbrainstorms-d4ew4b2

Być może jest to próba ucieczki od codzienności. Poczucie bezradności jest chyba jednym z najbardziej nieznośnych uczuć, towarzyszy mu przeświadczenie o utracie kontroli nad tym, co wokół nas, co pociąga za sobą fakt zagubienie również siebie samego w chaosie, którego nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Takie słowne motywacje dają potrzebną dawkę poczucia sprawczości, które jest niezbędną potrzebą człowieka. Jednak zastanawiający jest fakt, że tego rodzaju slogany są osadzone w dyskursie przyszłości. Są nierozerwalnie połączone z czynnością planowania, rozwoju. Zmiana nastawienia, procesów myślowych ma stać się motorem do nieustannego rozwoju. Chwilowo zmienię trop myślenia, aby ukazać ciągłość, która być może jest przyczyną takiego sposobu myślenia.

Zbliżony sposób myślenia można odnaleźć w poradnikach dotyczących wychowania dzieci. Podobieństwo to odzwierciedla się w nieustannym patrzeniu na przyszłość dziecka. Ostatnimi czasy na zajęciach z antropologii edukacji miałam okazję zetknąć się z niezwykle interesującym zagadnieniem dotyczącym zabawek. Ten z pozoru prozaiczny przedmiot niezmiernie dużo ,,mówi” o współczesnym postrzeganiu dzieciństwa. Ważnym głosem w tej dyskusji jest książka Ewy Maciejewskiej-Mroczek zatytułowana ,,Mrówcza Zabawa”. W jednym z rozdziałów pada stwierdzenie: ,,Współcześni rodzice określają rolę zabawki, definiują ją na ogół jako nierozerwalny splot przyjemności i pożytku, rozrywki i edukacji”. Dzieciństwo coraz częściej postrzega się jako etap przejściowy, przygotowujący do sformalizowanej edukacji”. Zabawki mają w przyjemny sposób dostarczać wiedzy, która zaprocentuje, gdy dziecko rozpocznie naukę w szkole. Coraz częściej edukacja nieformalna (wychowanie, które jest domeną domu) ma mieć rzeczywiste przełożenie na edukację formalną, jaką jest szkoła. Zabawka wydaje z siebie dźwięk, gdy dziecko prawidłowo dopasuje elementy, a rozwiązanie jest tylko jedno, zupełnie jak na teście w szkole. Dzieciństwo przestało kojarzyć się z bezinteresownością, w czasach globalizacji i rozwiniętej technologii wszystko ma mieć wymierne przełożenie na późniejszy rozwój dziecka (słowo klucz).

Warto zastanowić się tylko, czy nie tracimy czegoś nieco bardziej nieuchwytnego? Być może jest to poczucie, które niesie za sobą myśl, że jednak nie jesteśmy zupełnie odizolowanym bytem i możemy kierować sobą jak nam się żywnie podoba? Paradoksalnie chcąc mieć większy wpływ na rzeczywistość tracimy z nią kontakt. Nie namawiam nikogo, aby wyzbył się motywacji i pozostał w słodkiej błogości, żyjąc bez jakichkolwiek planów. Myślę, że warto jednak pomyśleć, czy ciągłe planowanie czy kolejna „inwestycja w siebie” nie jest przypadkiem próbą ucieczki od teraźniejszości?

01.06.2016

Miłka Kruszewska