Wywiad z Aleksandrą Jagłowską,

autorką kulinarnego bloga „Daleko od wiatru”

2016-02-05 11.49.41 4

Na początek takie podstawowe pytanie: skąd wzięła się Twoja pasja do gotowania?

(śmiech) No i to jest właśnie trudne pytanie! Myślę, że gotowanie było we mnie od zawsze. Od dziecka obserwowałam moje obie babcie w kuchni, a pomaganie im dawało mi dużo satysfakcji. Zaczęłam więcej gotować dopiero w gimnazjum, kiedy zmieniłam dietę na zdrowszą i robiłam sobie sama obiady. Z czasem stopniowo odkrywałam gotowanie i okazało się, że to jest to, co chcę robić w życiu.

Jak ludzie podchodzą do tego, gdy mówisz, że Ty, 18 letnia dziewczyna, w wolnym czasie gotujesz? To dosyć nietypowe hobby.

Tak, to jest dziwne. Większość osób się śmieje, część jest „przerażona”, nie wiedzą, co mają myśleć. Muszę im tłumaczyć, na czym to polega. W skrócie: ja się w kuchni odnajduję, bo tam odnajduję też spokój. W dzisiejszym świecie, wśród młodych ludzi przede wszystkim, tego spokoju nie ma. A ja go szukam.

2016-02-09 08.12.17 1

Dlaczego?

Jestem osobą bardzo ułożoną, spokojną. Wiadomo, jak to każdy młody człowiek, mam szalone marzenia. Poszukuję jednak przestrzeni, gdzie mogłabym odpocząć, wyciszyć się, znaleźć samą siebie. Kuchnia jest właśnie tym miejscem.

Ludzie to rozumieją?

Gdy im o tym opowiem, to tak. Ale żeby nie było – nie gotuję tylko dla spokoju! Oprócz tego lubię dawać innym ludziom coś z siebie. Myślę, że gotowanie to jeden ze sposobów, kiedy mogę podzielić się czymś z innymi.

Nigdy nie słyszałaś od rodziców, znajomych, że powinnaś zająć się czymś „praktyczniejszym”? Dzisiejszy świat skupia się na „sukcesie”. Młodzi ludzie robią staże, zajęcia wypełniające CV, ćwiczą kolejny język, żeby mieć lepszą pracę… Nikt Ci nie mówił, że gotując, trochę tracisz czas?

Gotowanie mi w niczym nie przeszkadza! To jest chyba takie podwójne życie…
Z jednej strony ludzie się trochę nad nim dziwią. Jestem na profilu biol-chem z rozszerzoną matematyką i piszę olimpiadę z polskiego, więc nie mam prawie czasu na nic dodatkowego. Z drugiej strony są osoby, takie jak moja mama, które mnie wspierają w mojej poza szkolnej pasji, bo wiedzą, że to „czuję” i się w tym rozwijam. Mogę wychodzić poza schemat, być wyjątkową osobą. Jeśli gotowanie jest dla mnie dobre i daje mi radość, to czemu mam tego nie robić? Kiedyś, tak jak wiele innych ludzi z małych miast, chciałam się wybić, zarobić więcej pieniędzy, żyć dostatnie. Teraz zmieniły mi się priorytety. Wolałabym robić coś, co mi daje przyjemność.

IMG_20150403_163750

Na blogu piszesz o tym, że kochasz swoje życie. W świecie, gdzie młodzi dążą do perfekcji, ciągle pragną mieć więcej, porównują się do innych przez media społecznościowe, to postawa dość nietypowa. Jak się do tej radości życia ma gotowanie?

Na pewno jest duży związek między gotowaniem a radością z życia. To nie jest tylko robienie posiłków, ale poznawanie swoich gustów, smaków, umiejętności i kreatywności. Wszystkie przepisy, które są na blogu, wymyślam sama albo modyfikuję z wcześniejszych przepisów, które obiły mi się o uszy.

Coś jeszcze kształtowało w Tobie to poczucie zadowolenia?

Myślę, że radość z życia ma duży związek z tym, że pochodzę z małego miasta. Tutaj nie czuć tak „pędu” i konkurencji. Szczęście na pewno wynika też z mojej wiary. Ostatecznie to ona jest najważniejsza, prowadzi mnie, kreuje i charakteryzuje.

Czy zawsze się sobie podobałaś i akceptowałaś swoje życie?

Nie. Kiedyś miałam kompleksy. Trwało to może do szesnastego roku życia. Od dwóch lat jednak poznaję siebie na nowo i patrzę na życie z nowej perspektywy. Po prostu nauczyłam się doceniać to, co mam. Jestem zadowolona ze swoich zdolności. Wiele ludzi mówi mi, że robię coś ciekawego, inspiruję ich.

Tak samo kiedyś nie lubiłam tego mojego małego miasta, bo myślałam, że nie daje możliwości rozwoju. Z czasem doceniłam jednak, że mam w okolicy dużo lasów, jezior, przyrody. Pojechanie w totalną dzicz czy nawet spędzanie czasu na świeżym powietrzu to coś, co mnie cieszy.

IMG_20150825_145001

Jako amatorka gotowania regularnie śledzę blogerów kulinarnych i szefów kuchni w internecie. Od razu da się zauważyć, że panuje obecnie trend wszystkiego odchudzonego i dietetycznego. Patrząc na przepisy w Tłusty Czwartek, natknęłam się nawet na taki oksymoron jak „nietłuste pączki”. Co o tym myślisz? Twój blog zdecydowanie nie podąża za trendem „fat-free”.


Wiadomo, że są przepisy, które robię ze zdrowymi odpowiednikami, bo chcę coś nowego wypróbować. Czasem sama ograniczam cukier i mleko ze względu na alergie. Ale tak, na blogu nie brak takich przepisów jak sękacze, czy moja słynna bomba-kaloryczna brownie… Ja tego zdrowotnego trendu nie praktykuję, bo ktoś musi się przecież nie odżywiać zdrowo! (śmiech)

Skąd ten pomysł?

Inspiracją do mojego gotowania są nasze korzenie, kuchnie babć. W nich nie było ograniczenia tłuszczu i cukrów. Przecież kiedyś ludzie jedli to „niezdrowe” i żyli. Ważne, żeby było naturalnie, bez chemii. Jeszcze w gimnazjum, bardzo ograniczałam się z cukrem, właściwie nie było go w mojej diecie. A później znowu odkryłam jego magię i zrozumiałam, że wszystko w rozsądnych ilościach jest dla ludzi. Myślę, że ktoś musi przypominać ludziom o tych prostych, tradycyjnych przepisach.

Masz jakiś trudny cel kulinarny?

Do tej pory były to makaroniki. Pewnego razu uparłam się, że zrobię no i… za czwartym razem wyszło. Teraz bardzo chciałabym zrobić kartacze. Coś takiego tradycyjnego. Ktoś by powiedział, że fu, ble, na tłuszczu. Ale mi się kojarzą z dzieciństwem, domem… Albo bigos!

To nie takie trudne przecież!

Ale żeby wyszedł taki… no wiesz, jak babciny.

Rozmawiała Julia Jasińska

25.02.2016