Dlaczego warto nic nie robić

Żal mi tych ludzi, którzy biegają z domu do metra, z metra do pracy, z pracy do metra, z metra do domu. Trochę tak wygląda współczesne życie: jest to gonitwa za pieniędzmi, za pracą, za wykształceniem, w której nie ma ani chwili na to, żeby się zatrzymać i chwilę zastanowić nad tym dokąd tak naprawdę biegniemy. A przecież można czasem trochę zwolnić i odzyskać choć odrobinę normalności.

Gdzie się człowiek spieszy…

Słyszę czasem zdania typu: „kiedyś wyrzucę zegarek” albo „muszę utopić ten telefon komórkowy”, itd. Oczywiście wypowiadają je ludzie, dla których pozbycie się tych niezbędników życia codziennego i zawodowego jest ostatnią rzeczą, jaką by zrobili. A właśnie to należałoby zrobić: pozbyć się przedmiotów przypominających nam o wpół do pierwszej, że zostało pół godziny na obiad, bo o pierwszej piętnaście jest taki a taki wykład, a potem o trzeciej istotne spotkanie. Te przedmioty stanowią pierwszy krok na drodze do piekła: w końcu wiadomo, że gdzie się człowiek spieszy tam się diabeł cieszy. Pośpiech wydaje się być sposobem na oszukanie czasu, a jest wprost przeciwnie – robiąc tysiąc rzeczy naraz, żeby zdążyć w terminie i wykorzystać każdą minutę, stajemy się żałosnymi ofiarami czasu. Dlatego warto żyć powoli.

dlaczego-warto-nic-nie-robić

One rodzą okrakiem na grobie.

Musimy się jakoś wybić z tego cholernego schematu jaki nam został nałożony: dzieciństwo, studia, praca, emerytura i śmierć. Trudno może nam będzie pozamieniać tę kolejność, ale przynajmniej możemy tymi słowami żonglować – emeryt ma prawo poczuć się czasem dzieckiem, zjechać, ja wiem, na zjeżdżalni, tak samo student może pobawić się w emeryta i pójść na powolny spacer do parku. Człowiek pracujący też może sobie zrobić gap year i pojeździć po świecie. Beckett napisał tak: „One rodzą okrakiem na grobie, światło świeci przez chwilę, a potem znów noc, znów noc” (Czekając na Godota). Kto inny powiedział, że tenże Beckett „[rozłożył] naszą rzeczywistość na czynniki pierwsze i [wyrzucił] z niej prawie wszystko, zostawiając nagiego człowieka w świecie ogołoconym z zachodów słońca, wiewiórek w parkach, piosenek Radiohead i miłości do drugiego człowieka.” (Bartek Gromek, Młodzi Dwudziestoletni, 5 stycznia 2016r.). Warto może nie dać tej światłości trwać tylko chwilę – można się nie spieszyć, a wtedy potrwa dłużej, można właśnie przyjrzeć się zachodowi słońca i, jakkolwiek brzmi to głupio, poszukać wiewiórek w parkach, powłóczyć się ulicami jakiegoś miasta, zgubić się i odnaleźć. Obiektywnie nie wydłużymy nijak naszego życia, ale możemy wydłużyć nasz subiektywny odbiór czasu, sprawić, byśmy odbierali go w pełnej zgodności z tym co teraz, bez rozdzielania między tym co przeszłe a co teraźniejsze i zamiast żyć w oczekiwaniu na to, co stanie się potem.

Na dworcu zwanym „rzeczywistość”

Żyjemy ciągle czekając na. Stąd bierze się znużenie życiem, ten stres jego bezsensowności, kiedy zastanawiamy się dokąd to wszystko zmierza. Według Heideggera znudzenie bierze się z tej anachroniczności w stosunku do momentu w którym żyjemy: kiedy jesteśmy na przykład na dworcu, stoimy, czekamy na pociąg, który ma przyjechać o godzinie iks i nijak nie możemy się z tego czekania wyzwolić. Można posłuchać muzyki, poczytać, zapalić – ale żadna z tych akcji nie będzie istniała dla nas sama w sobie, bowiem w naszej świadomości stanowić będzie jedynie sposób na szybsze spędzenie czasu; oczyma duszy widzimy moment siedzenia już w pociągu, nie jesteśmy w stanie się od tego uwolnić. Problem w tym, że takim dworcem często bywa cała nasza rzeczywistość.

Odnaleźć niebo

Nie próbuję nawoływać do hedonizmu, ani do żałosnych haseł typu „#yolo”, które dla niektórych (mam nadzieję nielicznych) są synonimem korzystania z życia, a tak naprawdę stanowią kwintesencję tego współczesnego pośpiechu za popularnością i sławą. Natomiast powinno się czasem wyhamować, skorzystać z życia może w sposób bardziej kontemplacyjny, rzucić na chwilę obowiązki, bezmyślnie poleżeć w łóżku czy pospacerować. Każdy znajdzie swój sposób: dla jednych to wypicie spokojnie kawy, dla innych medytacja, dla innych modlitwa, dla jeszcze innych podziwianie dzieł sztuki lub oglądanie głupawej komedii. Natomiast jedno jest pewne: o ile świat postaci Becketta jest piekłem, o tyle my na szczęście nie jesteśmy postaciami Becketta. Możemy czasem rzucić to wszystko w cholerę i wybrać w nas niebo.

19.01.2016