JuliaJRefleksje o marksizmie, profesorach i wreszcie o tym,

co nas, Polaków, łączy

My, Polacy, możemy mieć różne światopoglądy, popierać tradycję, czy tolerancję, tych na prawo lub tych na lewo. Możemy nie zgadzać się na temat TK, KODu czy Owsiaka. Niezależnie jednak od tego, czy wolimy maszerować za ludźmi „Gorszego Sortu”, czy za „Polską dla Polaków”, istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że zgodzimy się w jednej kwestii: marksizm zwyczajnie nie działa.

11

Trudno się dziwić, że takie myślenie jest dla większości z nas naturalne. Ciężko je kwestionować, kiedy posłucha się starszych, czy też nauczycieli historii, którzy opowiadają jak to ideologiczny marksizm działał w praktyce. Jak to bezprawnie tłumaczył opresyjny komunizm. Bezwzględna machina systemu, który wywodziła się z marksistowskich idei, zabijała setki Janków Wiśniewskich nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach Europy Wschodniej. Narracja partii pozbawiła naszych rodziców i dziadków wolności słowa i myśli. Ideologia komunistyczna uniemożliwiła zwiedzanie świata, cieszenie się różnorodnością egzotycznych zakątków globu. Nawet nieszczęsna socjalistyczna architektura, te szarobure klocki, których nie zdążono jeszcze przyozdobić kawiarnianymi witrynami, przypominają o tym, że jeszcze nie dawno było w Polsce niezbyt kolorowo. Nic dziwnego, że w naszym kraju noszenie „Red is Bad” jest trendy. Czerwony jest złym kolorem, a „marksizm” to słowo, które przywodzi Polakom do głowy negatywne konotacje.

Rozumiecie dlatego, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że mój wykładowca z polityki na angielskim uniwersytecie jest marksistą. No, bo jak to – profesor? Człowiek wyedukowany? Taki, który czytał o gułagach i Stalinie? Który żył za czasów, gdy „Solidarność” triumfowała, a Niemcy płakali na ulicach ze szczęścia po upadku nieszczęsnego muru? Gdy po raz pierwszy trzecioroczny student powiedział mi o tym w bibliotece, ciężko mi było uwierzyć. Profesor? No, ale faktycznie… Narracja polityczna podkreślająca błędy USA, przeważa na większości wykładów o globalnej polityce. Temat eseju semestralnego to: „Jakie są zalety marksizmu w studiowaniu polityki?”, Ostatecznie wykład na temat marksizmu potwierdził tylko to, co na początku wydawało mi się jedynie studencką teorią konspiracyjną. Skończył się stwierdzeniem (cytat): „Basically marxism is good” i nie zawierał ani jednego argumentu przeciw ideologii.

2

„Socjalizm” i „marksizm” to słowa na Zachodzie politycznie neutralne. Ideologia jedna z wielu, tłumaczenie politycznych mechanizmów. Co więcej ma ona nawet licznych zwolenników wśród anglosaskich gron akademickich, którzy analizują argumenty marksistów i neomarksistów. Teorii, które wywodzą się z tych nurtów i (trafnie) wytykają błędy kapitalizmu jest na pęczki, a ich związek z nieszczęsnym „Kapitałem” jest stosunkowo luźny. Dla tych jednak, którzy przyjechali ze Wschodu, nie lada wyzwaniem jest neutralne, czy wręcz pozytywne, ustosunkowanie się do teorii marksistowskich, nawet w ramach dyskusji, czy pracy akademickiej. Nie myślcie proszę, że pisząc teraz mylę polityczne terminy! W końcu Europę Wschodnią opętał komunizm, Rosja Sowiecka, nie marksizm. Z socjalizmu wyrósł jednak marksizm, a z marksizmu komunizm, a z komunizmu kolejna niewola – to jest po prostu argumentacja, którą większość obywateli postkomunistycznych krajów automatycznie poprowadzi.

Nie nauczyłam się od mojego profesora „marksisty” tyle ile bym chciała. Nie tylko dlatego, że podczas wykładu technicznie nie mogę z nim wejść w dyskusję na temat argumentów, które mnie nie przekonują. Profesor jest po prostu niezwykle nudnym profesorem i stąd uczy mniej niż podręcznik. Na angielskim uniwersytecie zrozumiałam jednak, jak bardzo moje patrzenie na nauki polityczne jest zdeterminowane kulturowo. Tak jak i ja, pewnie mój kolega Litwin i koleżanka Węgierka, z niedowierzaniem oglądają reklamy studenckich „Marxist Societies”. To, co dla członków tych stowarzyszeń wydaje się jeszcze szansą na lepszą, równiejszą rzeczywistość, zmianę systemu, a nie jedynie ulepszanie starych, nieefektywnych schematów (jak twierdzi nasz profesor), dla nas jest szaroburym krajobrazem historii, teorią skazaną na praktyczna porażkę. Marksistowskie hasła, niezależnie w jakiej odsłonie, zdają się być ładnie opakowanym fałszem. Fałszem, którego nie da się zrealizować i którego nie cierpimy.

12570903_10208347863400065_1019384802_n

Nie jestem socjologiem, ale tak sobie myślę, że może stąd, z tej naszej zakłamanej ideologicznie przeszłości, wywodzi się cecha wspólna, która Polaków łączy: jesteśmy niezwykle wrażliwi na polityczny fałsz. Krzywimy się na słowa, które brzmią pięknie, a ukrywają tylko egoistyczne interesy polityków. Zawzięcie krytykujemy ładnie opisane plany posłów, które nie są możliwe do zrealizowania. Niezależnie od tego, za którą stroną polityczną się opowiadamy, wszyscy mamy nadzieję, że ta nasza nie kłamie. Ci co krzyczą za reformą mediów, chcą jej dla prawdy i szczerości. Ci, co przeciw niej się buntują, uważają, że przeszkodzi ona wolności słowa. Wszyscy chcemy Polski wolnej i niezakłamanej. A piszę o tym, bo myślę, że warto sobie przy obecnej podzielonej scenie politycznej przypominać, co nas, Polaków, jeszcze łączy.

16.01.2016